|
Dzięki tej stronie mogę podzielić się z Tobą powieścią DUCHY POWIETRZA. Od czasu, kiedy spisałam tę historię, przeleżała w szufladzie wiele miesięcy. Szuflada to dość przytulne miejsce - szczególnie jeśli się do niej zbyt często nie zagląda. Jestem jednak przekonana, że tu będzie jej znacznie lepiej. Tym bardziej, że zadbam o to, by DUCHY POWIETRZA stopniowo oswajały się z tą nową przestrzenią: co jakiś czas - jeśli się uda, raz w tygodniu - będę zamieszczać post z kolejnym fragmentem powieści. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci, byś nie mogła czy nie mógł doczekać się kolejnej wizyty na tej stronie.
Blog > Komentarze do wpisu
"Pierścionek"
23 część "Duchów powietrza" to półmetek. Postanowiłam, że na razie zrobią sobie przerwę od Internetu. Może kiedyś uda się im znaleźć wydawcę ;) Wtedy na pewno informacja na ten temat znajdzie się na tej stronie. Tymczasem zamieszczam jednak coś na pocieszenie dla fanów mojej prozy.
Pamiętasz? To wciąż ten sam pierścionek, srebrny, z perłowym oczkiem. Nigdy nie przestałam go nosić. Chciałam, żeby mi pomógł pamiętać, a teraz przypomina jedynie o tym, jak wiele zapomniałam. Gdybym schowała go wtedy do małej czerwonej szkatułki, którą otwieram tylko przy okazji wiosennych porządków, może zachowałby swą moc. Jedno spojrzenie, dotyk zimnego metalu, dźwięk, jaki wydaje, gdy kładę go na drewnianym blacie… byłyby jak magiczne zaklęcie, które przywołuje tamten czas i miejsce, jak lupa, pozwalająca dostrzec znaczący detal, odczytać słowo ukryte w gąszczu zdań, może twoje imię. Kiedyś tak wyraźne, zapodziało się przy jednej z wielu przeprowadzek, zgubiło w korowodzie zdarzeń, zniknęło pod warstwami opadających każdej jesieni liści. Już o tobie nie śnię. Spoglądam jeszcze raz na pierścionek i usiłuję przypomnieć sobie tamte dłonie, smukłe jasne palce. Twój ciepły dotyk, dźwięk głosu, spojrzenie. I tamten przerwany w połowie dzień. Zanim padnie ostatnie słowo, ludzie umierają. Śmierć kogoś bliskiego jest trochę jak gorączkowe rozedrganie umysłu po przebudzeniu z dusznego, kwaśnego snu, w który zupełnie nieoczekiwanie przeistoczyła się popołudniowa drzemka. Czas sprawia wrażenie zatęchłego i zagęszczonego tak bardzo, że rutynowe czynności z trudem przeciskają przezeń ciało. Wieczór traci swój przytulny charakter, oblepia wszystkie członki cierpkim odrętwieniem. Rozedrganie przestrzeni staje się nagle nie do zniesienia, tłamsi oddech, oblewa plecy dreszczem. Codzienność już dłużej nie przystaje do kształtu rzeczywistości. Uwiera. Dzień po dniu przywykasz do nowego stężenia czasoprzestrzeni, oswajasz układ odniesień, przestajesz rozpamiętywać... Ból kruszy się razem z naskórkiem. Ciszy ubywa, tęsknota miarowo płowieje, by ostatecznie przekształcić się zupełnie we wspomnienie żalu. Zanim całkowicie zrzucisz starą skórę, odchodzi przywiązanie. Drogi prowadzące donikąd, ślepe uliczki dawnych przyzwyczajeń zarastają, nikną w gąszczu wartkiego życia. Wydzierająca spoza nich pustka starczy w końcu tylko za skrawek nieba, które pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, ucieszy oko, wypełniając okno jasnym błękitem. Ale wtedy nie będziesz pamiętać, jak dojść do tych miejsc, których już nie ma. Strzępy wspomnień przesiąkną sennymi rojeniami, balon czasu napęcznieje od nowych wrażeń. Ludziom wydaje się zwykle, że czas płynie, obradzając w kolejne momenty, i każda minuta równa jest poprzedniej, godzina - następnej, jak klatki taśmy filmowej, jak dźwięki utworu muzycznego, krople wody. Tik-tak, tik-tak… A jednak to tylko powodowane mechanistycznymi uprzedzeniami złudzenia. Choć zegary każą nam wierzyć w coś zupełnie innego, te wszystkie lata pozwoliły mi dostrzec prawdę. Energicznie poruszam palcami, dziergając kolejny szal. Już nawet uśmiecham się z przyzwyczajenia. Wygodnie mi za tą kurtyną codziennych rytuałów. Dziś już dobrze wiem, że kolejny rok będzie o połowę krótszy od bieżącego. Pamiętam jeszcze, że kiedyś, gdy byłam dzieckiem, dni wypełnione były długimi godzinami, deszczem i słońcem. Teraz nikną, przeciekają między palcami, poranki rozpuszczają się w wieczorach, lata mkną coraz szybciej, życie przyspiesza. A jednak narastająca prędkość to tylko złudzenie. Sęk w tym, że człowiek zawsze, niezależnie od wieku, może pomieścić w sobie tyle samo życia, ani odrobiny więcej. Kiedy byłam dzieckiem, widziałam wszystko z bliska, każda chwila rozprężała się swobodnie w balonie czasu, zajmowała całą przestrzeń, jaśniała. Kształty i kolory były prawdziwe. W miarę jak dorastałam, życie zagęszczało się od kolejnych momentów, pączkowało, kwitło. Potem przyszły mknące lata, obrazy jasne i ciemne, wyraźne i zamazane. W tej chwili jest ich tak dużo, że potrzebuję lunety, bo dostrzec jeden z nich, by widzieć wyraźnie to co dzieje się teraz. Mówią, że to skleroza, ale ja dobrze wiem, co to oznacza. Niedługo skończy się miejsce. Wkrótce balon pęknie. Szkło skruszy się, zanim ostatnie ziarenko piasku osiądzie na dnie klepsydry. Dawno temu, kiedy dziadek sadzał mnie na bagażniku swojego roweru i jechaliśmy razem na przejażdżkę wzdłuż rzeki, wierzyłam, że z takich drobinek wyrastają kamienie. Z początku małe otoczaki, w ciągu setek lat przeistaczają się w ogromne głazy, a w końcu w skały drzemiące głęboko w ziemi. Nie wszystkie jednak mają tyle szczęścia. Jeśli ziarenko znajdzie się przypadkiem w brzuchu małża, który oblecze je warstwą masy perłowej, na długie lata pozostanie zamknięte w srebrzystobiałym kokonie. Ludzie mówią, że perły to łzy. Teraz została mi tylko jedna. Kiedyś ktoś mi ją podarował. To chyba byłeś ty. sobota, 11 lutego 2012, yelele
TrackBack
Komentarze
Gość: Pacior, host-212-67-137-214.cable.net-inotel.pl
2012/02/15 05:29:26
Slowa sa zabójczą bronią. Użyłaś tutaj tej broni, aby cos przekazać czytelnikowi, ja czuje to przesłanie, ono drzemie w każdym z nas, gdzieś głęboko, bliżej duszy niż materialnej radości dnia codziennego. Słowa świeże i krystalicznie czyste - uczta dla umysłu!
2012/03/06 20:55:20
Dziękuję! Chyba nikt jeszcze nigdy tak pięknie nie pisał o mojej prozie :)
|
|