Dzięki tej stronie mogę podzielić się z Tobą powieścią DUCHY POWIETRZA. Od czasu, kiedy spisałam tę historię, przeleżała w szufladzie wiele miesięcy. Szuflada to dość przytulne miejsce - szczególnie jeśli się do niej zbyt często nie zagląda. Jestem jednak przekonana, że tu będzie jej znacznie lepiej. Tym bardziej, że zadbam o to, by DUCHY POWIETRZA stopniowo oswajały się z tą nową przestrzenią: co jakiś czas - jeśli się uda, raz w tygodniu - będę zamieszczać post z kolejnym fragmentem powieści. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci, byś nie mogła czy nie mógł doczekać się kolejnej wizyty na tej stronie.

Wpisy z tagiem: 8

niedziela, 11 lipca 2010
8

Przepraszam wszystkich zniecierpliwionych, że tyle to trwało. Rzecz w tym, że ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo pracowite. Niemniej, wracam już do mojego stałego trybu funkcjonowania, który obradza w kolejne publikacje na tej stronie i życzę inspirującej lektury :)

 

 

Nanook przewracał się z boku na bok. Nad horyzontem zerwał się niespokojny wiatr.

- Niespokojny wiatr przynosi niespokojne sny...

Nanook śnił o swoim bracie. Stali naprzeciw siebie pośrodku lodowej pustyni. Była noc. Twarz tego drugiego ociekała krwią, rany były tak głębokie, że trudno było rozpoznać, do kogo należy. Jednak Nanook dobrze znał te oczy, spojrzenie, które było odbiciem jego własnego. Jego brat sprawiał wrażenie, jak gdyby ostatkiem sił trzymał się na nogach, może próbował mu coś przekazać.

- Co się stało...?

Spojrzenie brata było przytomne, ale z jakiegoś powodu nie mógł lub nie chciał wypowiedzieć ani słowa.

Nagle wiatr ustał. W tym samym momencie na niebie pojawiła się zorza polarna. Wyglądało to tak, jak gdyby w jednej chwili podmuchy wiatru zastygły w bezruchu, zamarzły, tworząc nad głowami braci malunek podobny do tych, jakimi mróz pokrywa zimą szyby okienne. Fosforyzujące smugi przetaczały się tuż nad nimi. Fale kolorów mieniły się drobinkami lodu, których delikatny dźwięk można było nie tylko usłyszeć, ale też poczuć na powierzchni skóry. Była to najpiękniejsza zorza polarna, jaką Nanook kiedykolwiek widział. Poczuł jak ściska mu serce. Nie był w stanie opanować wzruszenia.

Wyciągnął w górę rękę, tak by móc dotknąć miękkiego, połyskującego zimnem pasma. Jego palce zanurzyły się w świetlistym pyle. Czuł jak pod wpływem ciepłego dotyku ręki dryfujące w przestrzeni okruchy światła zamieniają się w drobinki piasku, który delikatnie przesypuje się do jego dłoni. Kiedy uniósł wzrok wyżej, spostrzegł, że smugi lśniącego pyłu przybrały kształt zawieszonej na niebie klepsydry. To przywiodło mu na myśl jeden z ostatnich snów. Co dokładnie mu się wtedy przyśniło? Wspomnienie było tak nieuchwytne, jak gdyby należało do kogoś zupełnie innego, nie do niego... Zanim zdążył sobie cokolwiek przypomnieć, klepsydra odwróciła się, a cała jej zawartość w jednej chwili przesypała się z jednej komory do drugiej.

Zauważył, że jego brat jest już cały i zdrowy. W tej samej chwili sam poczuł ostry ból przeszywający jego ciało. Spojrzał na swoje dłonie i zrozumiał, że krwawią. Kiedy otworzył usta, by nabrać powietrza, ból stał się nie do zniesienia. Teraz to jego twarz pokrywały rany. W jednej chwili pojął, co się wydarzyło.

Stali naprzeciw siebie jak gdyby przeglądali się w lustrze. Byli podobni jak bliźnięta. Z im większą uwagą Nanook przyglądał się swojemu bratu, tym wyraźniej czuł, że w gruncie rzeczy obserwuje siebie samego. Nie wiedział już, po której stronie się znajduje. Nagle jeden z nich zamienił się w kobietę, w siostrę. Dziewczyna z czułością dotknęła zakrwawionej twarzy swojego brata i po krótkim namyśle wyciągnęła z tobołka połyskujący jasnoniebieskim światłem przedmiot. Był to błękitny kryształ, tak duży, że nie mieścił się w dłoni. Oboje wiedzieli, jakie jest jego przeznaczenie, do czego służy. Kryształ był ich wspólnym dziedzictwem. Należał do nich obojga, jednak każdy z nich chciał zatrzymać go tylko dla siebie. Tak bardzo tego pragnęli, że jeden był w stanie zabić drugiego, by zdobyć go na wyłączność.

Brat Nanooka spojrzał na jego zakrwawioną twarz. Dobrze wiedział, co robić. Kryształ mógł go uzdrowić w jednej chwili. Wystarczyło życzenie, odrobina dobrej woli, myśl czy słowo, które wypływa prosto z serca... Zanim zdążył wypowiedzieć cokolwiek, kryształ rozświetlił przestrzeń błękitną aurą, która przeniknęła ciała obu braci. W tym samym momencie z twarzy Nanooka zniknęły wszelkie ślady krwi. Nie pozostała ani jedna blizna.

Wybaczyli sobie i złapali się za ręce w ciepłym uścisku. Nie mogli doczekać się tego, co przyniesie wspólna podróż. Z nadzieją spoglądali w stronę horyzontu. Niebo nad ich głowami rozświetlały światła milionów gwiazd, które wskazywały im drogę we właściwym kierunku. Ruszyli na spotkanie słońcu, porośniętym kwiatami dolinom, ludziom i czasom, które miały nadejść. Myśl o tym, że są razem i wspólnie stawią czoła życiu, które czeka na nich za górami, dodawała im pewności siebie i wiary w przyjazność świata. Jednak Nanook z każdym krokiem był coraz bardziej rozkojarzony. Czuł narastający niepokój. Błękitny kryształ był w tobołku jego brata, Nanook nie ufał mu w pełni. Obawiał się tego, że kiedy zaśnie, brat odejdzie od niego i zabierze ze sobą skarb. Mimo że Nanook na różne sposoby usiłował oddalić od siebie te obawy, one powracały coraz częściej i z coraz większą siłą. Pamiętał jednak, że to wzajemna nieufność była źródłem krzywd, jakich oboje zaznali. Wyobrażał sobie, że wszystko byłoby dobrze, gdyby kryształ był w jego tobołku. On nigdy nie opuściłby brata. Przecież tak bardzo go kochał. Ale czy Nanook był równie drogi swojemu bratu? Co do tego nie mógł mieć pewności… Im dłużej o tym myślał, tym bardziej uzasadniony wydawał mu się pomysł, by wykraść kryształ, kiedy brat uda się na spoczynek.

stat4u