Nanook obudził się w środku nocy. Czuł, jak bije mu serce. Oddychał równo, spokojnie, jak wtedy, gdy znieruchomiały z oszczepem w ręku w skupieniu wypatrywał pod zamarzniętą taflą ruchu ofiary. Był drapieżnikiem. Był łowcą. Życie płynęło powoli swoim rytmem, a on brał głęboki oddech i zanurzał się w nim stanowczo i precyzyjnie jak cienkie ostrze w miękkim ciele. Ręka ani drgnęła... Jego nozdrzy dobiegł metaliczny zapach krwi. Ostatnie tchnienie ofiary wznosiło się jasną mgiełką i mieszało z ciepłem jego własnego oddechu. Teraz dyszał ciężko, choć ramiona i spojrzenie wciąż pozostawały zastygłe w bezruchu. Życie płynęło swoim rytmem. Biel śniegu łapczywie chłonęła ciemnoczerwony kolor krwi. Foka była jeszcze ciepła. Dłonie Nanooka były ciepłe. Tłuste od tranu i foczego sadła. Nanook przetarł oczy. Znów przyśniło mu się to samo. Była noc polarna, stał z ojcem na pustkowiu i obserwowali niebo osnute złocistą mgławicą zorzy polarnej. Świetlisty pył przetaczał się nad ich głowami, mieniąc się wszystkimi kolorami śniegu. Ojciec opowiadał mu o tym, jak pewnej dawno minionej nocy polarnej dziadek zabrał go na daleką wyprawę i razem oglądali zorzę. Uczył go czytać drogę z gwiazd. Nanook pomyślał o tym, że on też kiedyś opowie swojemu synowi o tej chwili spędzonej z ojcem. Spojrzał w stronę gwiazdy polarnej, ale nie zdołał jej dostrzec. Niebo jakby zmętniało i nagle poczerwieniało, silny podmuch wiatru uderzył twarz tak mocno, że Nanook zrobił kilka kroków w tył. Patrz, spadająca gwiazda… Nanook spojrzał w górę. Niebo wypełniło się nagle deszczem meteorytów. Wiatr wiał coraz mocniej, chłopiec z trudem był w stanie utrzymać się na nogach. Przestrzeń przeciągle wyła. Odwrócił twarz w stronę ojca. W górze za jego plecami zobaczył ogromne światło. Stawało się coraz większe, jaśniejsze... W jednej chwili mrok nocy uległ pod jego naporem. Śnieg zrobił się nagle całkiem biały. Zanim blask go oślepił, Nanook zdążył jeszcze zamknąć oczy. Wtedy ziemią zatrząsł przeciągły grzmot. Grzmot przeniknął ciało chłopca… Nanook poczuł jak rozrywa mu brzuch… Otworzył oczy. Znowu to samo. Ręka dotyka brzucha. Oddech jest głęboki i spokojny. Słońce świeci nisko nad horyzontem. Śnieg mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Tu dzień trwa całe pół roku. Nanook przewraca się na drugi bok, dotyka karku najbliżej leżącego psa… Dobry pies, wszystko dobrze… Pies jest ciepły, oddycha. Nanook zasypia. Dla niego to środek nocy.